Jak to jest, że kiedy ktoś odchodzi, zostaje jednocześnie aż tyle i tylko tyle?
Jak to jest, że kiedy ktoś odchodzi zostaje nam aż tyle. Przede wszystkim gesty – to jak ktoś się z nami witał, jak żegnał, jak się do nas przytulał. Pamiętamy zapach, uśmiech, gierki słowne, ulubione powiedzonka. Pamiętamy drobiazgi – jak nam składał życzenia, jak się do nas uśmiechał, jak mówił, że wszystko się uda i wszystko się ułoży. Pamiętamy niesamowitą energię, jaka promieniowała z całej osoby, natręctwa, nawyki, zwyczaje. Pamiętamy wymiany zdań, drobne sprzeczki o nic nie znaczące rzeczy. Pamiętamy, jak się razem wydurnialiśmy. Pamiętamy, jak płakaliśmy z tą osobą i z jej powodu. Pamiętamy obejrzane wspólnie filmy i seriale. Pamiętamy krytykę, która budziła naszą furię i pochwały, które sprawiały, że pęcznieliśmy z dumy. Pamiętamy głupie rozmówki i poważne rozmowy. Pamiętamy wielką swobodę wspólnego przebywania, poczucie absolutnej akceptacji i wielką radość z bycia razem i spędzania czasu na nic_nie_robieniu. Najlepiej pamiętamy ostatnie spotkanie, odtwarzamy minuta po minucie, sekunda po sekundzie. Mamy szczęście, jeśli to spotkanie i ta rozmowa były ważne, dobre, kiedy akurat powiedzieliśmy więcej niż zwykle, więcej niż mniej; kiedy zdołaliśmy sobie jak najwięcej wyjaśnić. Pamiętamy wszystkie zalety i wady. Zostaje nam gigantyczna kopalnia wspomnień większych i mniejszych.
Jak to jest, że kiedy ktoś odchodzi, zostaje nam tylko tyle. Kilka zdjęć, które oglądamy, uśmiechając się przez łzy. Kilka smsów, których nie skasowaliśmy, bo wydały nam się zabawne bądź urocze (gdybyśmy wiedzieli, pewnie zostawilibyśmy wszystkie). Numer telefonu, na który już nie można zadzwonić i z którego nikt do nas nie zadzwoni, a wysłany sms będzie miał na zawsze funkcję „oczekuje”. Jak to jest, że człowiek, który nas zapewniał, że będzie przy nas zawsze, kiedy będzie potrzebny, nie jest przy nas, kiedy najbardziej go potrzebujemy. Jak to jest, że ciągle pozostaje poczucie, że się za krótko znaliśmy, ale pewność, że nigdy za mało. Jak to jest, że człowiek, którego byliśmy pewni, który zawsze był obok, teraz nie może przyjechać, posłuchać, pocieszyć? Jak to jest, że kiedy mówimy, wokół nas jest tylko cisza?
I to nie tak, że idealizujemy, zapominamy o wadach, wspominając tylko to, co dobre. To złe po prostu traci na znaczeniu. Pozostają nam chyba tylko dwie rzeczy. Jedna to wspominać – kiedy się tylko da radośnie, bez łez, z kubkiem kawy w ręku, z uśmiechem i cieszyć się z czasu, jaki było nam dane mieć razem. A druga – korzystać z życia, mądrze, głęboko, mocno, na 300%, realizować wszystkie plany i marzenia, nawet te najbardziej nierealne. Tak, żeby ten ktoś był z Ciebie gdzieś tam bardzo dumny i żeby mógł powiedzieć: „Dobrze, skarbie, byle do przodu, zawsze do przodu!”